Oczywiście wiosna to dla mnie czas sukienek kolorowych. Ta którą mam tu jest z ciężkiego, solidnego materiału, więc idealnie się nosi wiosną bo niestety na lato jest za gruba.
Tu przeniosłyśmy się do sali jadalnej, która również ma niesamowity klimat. Połączyłam tu gorset, który kiedyś wygrzebałam w szmateskie i klasyczną spódnicę. Do tego dodatki w postaci paska, i bogatego naszyjnika.
Moja przerwa była spowodowana tragicznym pogorszeniem się stanu mojej cery. W życiu tak mnie zmasowany atak pryszczy nie zmasakrował. Jednak udało mi się to ogarnąć w bardzo krótkim czasie... jak ?
Pierwsza wołająca z utęsknieniem za wiosną, robiona w czasie kiedy jeszcze trochę chłodno było :) a druga kiedy na termometrze mogłam zobaczyć 19 stopni :D